Ognisko – pieczone kiełbaski, śpiew przy ognisku, szum lasu w tle. Takie atrakcje towarzyszś zwykle integracji w lesie. Ale my chcieliśmy inaczej, więcej i lepiej.
Wraz z Moniką i pozostałymi dziewczynami zaczęłyśmy wymyślać przeróżne gry i zabawy, wszystkie mające coś kosmicznego w nazwie. Nasze ognisko miało być bowiem wystylizowane na wyprawę na Marsa. Nie było to proste, ale sprawiało nam mnóstwo frajdy. Wymyśliłysmy cały zestaw różnych międzyplanetarnych zabaw: budowanie Apollo 11, gra w ziemniaka (zwana „Deszczem meteorytów”), gra w dwa ognie (aka „Gwiezdne wojny”) itd. Organizacją gier w dniu ogniska zajęłam się ja i Karina. Miałyśmy możliwość sprawdzić się w roli prowadzących – to było wyzwanie. Niesamowicie ciekawe wydało mi się, jak bardzo nasi goście wczuwają się w swoje zadanie, z jakim poświęceniem budują Apollo 11 i jak bardzo zależy im, aby to ich drużyna była na topie. Przyjemnie jest widzieć, że to, co dotychczas było tylko na papierze, teraz wywołuje emocje i bawi. Niezwykle miło bylo mi, kiedy usłyszałam od jednego Marsjanina, że jego synkowi tak bardzo spodobała się zabawa przy ognisku, że chciałby, aby Tata zorganizował mu ją na urodziny.
Dla mnie ognisko było nie tylko mile spędzonym czasem w towarzystwie pozostałych Marsjan, ale także okazją do sprawdzenia się w czasie próby. Niejednokrotnie wraz z Kariną musiałyśmy radzić sobie z sytuacją kryzysową: a to czegoś zabrakło, a to kiełbaski przyjechało zbyt późno. W takich chwilach pojawiają się osoby, które chcą bezinteresownie pomóc i wyratować z opresji. Ognisko bylo więc dla mnie wspaniałym sprawdzianem więzi łączących praktykantów i testem naszej zaradności. Uważam więc, że współorganizowanie ogniska bylo nieocenioną przygodą.
Ola