Pierwszym dniem Praktyk Letnich w Marsie była niedziela – czyli dzień, w którym wszyscy praktykanci przyjechali do hotelu (naszego domu na kolejne 2 miesiące). Wtedy zaczęła się prawdziwa integracja :-) Jeśli wiecie, co mam na myśli...
W poniedziałek, na oficjalnym otwarciu Programu i powitaniu zorganizowanym przez opiekunki praktyk - Ewę i Olę, byliśmy, co prawda, lekko zmęczeni, ale ekscytacja pomagała utrzymać odpowiedni poziom uwagi :-)
Cały pierwszy tydzień przechodziliśmy familiaryzację (czyli zapoznanie z Firmą). Spotkaliśmy się z wieloma osobami, które o Marsie mają największe pojęcie (nierzadko nawet 10-letnie doświadczenie). Już po kilku ciekawych prezentacjach byłam zaskoczona partnerskim nastawieniem do „zielonych” praktykantów i otwartym podejściem do zadawanych pytań. Poza tym mieliśmy szansę zobaczyć działalność firmy od podszewki (tysiące Snickersów jadących po taśmie produkcyjnej, miliony M&Msów stemplowanych literką „m”, hektolitry czekolady zebrane w wielkich silosach i niezliczone ilości kocich chrupek). Mieliśmy też chwilę na Badania i Rozwój w kuchni działu R&D . Tam, każdy z nas wyprodukował czekoladkę z nadzieniem o autorskim smaku. Bylibyście zdziwieni, jakie cuda nam powychodziły: poczynając od „podróbek” popularnych batoników konkurencji, kończąc na odlotowych chrupiąco-miękkich, kawowo-truskawkowych i totalnie niezjadliwych kombinacjach.
Przeszliśmy też rewelacyjne szkolenie pozwalające nam nieco lepiej zrozumieć zespół, który tworzyliśmy (zaskakujące jak zróżnicowany był zespół ludzi osobowościowo bardzo podobnych do siebie).
Emocjonujące dni familiaryzacji minęły jak z bicza strzelił między innymi ze względu na bujne życie towarzyskie, które toczyliśmy wieczorami - rozegraliśmy dziesiątki gier w pokera i scrabble...
Potem przyszedł czas na zapoznanie się ze swoim Line Managerem oraz z projektem. Mój projekt rozpoczął się dość nietypowo, bo w Tarnowie. Tam przez dwa dni pracowałam ze współpracownikiem działu sprzedaży oraz z trenerem działu sprzedaży. Moim pierwszym zadaniem było dowiedzieć się jak najwięcej o tym, co wpływa na zdrowie i myślenie o zdrowiu Współpracowników Pola (czyli tych, którzy pracują poza biurem). Sam projekt dotyczył właśnie wdrożenia programu prozdrowotnego w dziale sprzedaży (i wierzcie mi – nie chodziło o prostą akcję promocyjną). Szczerze mówiąc, moje osobiste postrzeganie Projektu zmieniało się, co najmniej, czterokrotnie i nie raz przechodziłam kryzys braku doświadczenia potrzebnego do rozwiązania problemów, braku kompetencji, braku pomysłowości, i mnóstwem innych braków... pozornie nie do przeskoczenia. W takich momentach z pomocą przychodził Line Manager, który uświadamiał mi, że to właśnie świeżość myślenia jest kluczem do rozwiązania problemu!
Po pierwszych dwóch tygodniach praktyk Ewa i Ola poprosiły nas o konstruktywną krytykę.Niestety musieliśmy je zawieść – nie znajdowaliśmy negatywów. Bo naprawdę wszystko było super! Przeszkadzało nam tylko to, że czas zaczynał lecieć coraz szybciej...
W kalendarzu widniały już zaplanowane aktywności: impreza integracyjna ze współpracownikami, (na której królował kolor różowy, arbuz i sangriia), ognisko w Kampinosie (gdzie zabawa była tak przednia, że kiełbasek zabrakło), seria szkoleń (np. dotyczących sztuki prezentacji, czy rozwiązywania problemów metodą A3), dzień sportu (na którym zajęliśmy drugie miejsce :-) ). Niektórzy byli tak zapracowani, że zrezygnowali z porannej praktykanckiej kawki w kantynie, która stała się naszą tradycją! Niektórym zdarzyło się też zostać w biurze do momentu, w którym wszyscy pozostali współpracownicy zdążyli pojechać do domów – czyli do 17:30. (Inni zostawali po godzinach z wielkim zapałem – bo na siłowni czy fitnessie) Marsjańskim tempem wykreślaliśmy dni w kalendarzu aż przyszedł koniec sierpnia....
Wtedy wszystkich dopadł lekki stres związany z prezentacjami końcowymi. Głowiłam się jak ująć wszystkie moje myśli w dziesięciu slajdach, kilkakrotnie wywracałam prezentację do góry nogami szukając złotego środka w ilości treści i przekazu....(Gdyby nie wsparcie mojej współlokatorki – Madzi, chyba bym się wtedy umysłowo splątała) W dniu prezentacji byłam pewna, że to, co mówię ma sens a zastosowane przeze mnie rozwiązanie przyniesie oczekiwane efekty – musiałam jedynie przekonać do tego słuchaczy – czyli osoby, które miały decydować o mojej ewentualnej przyszłości w Marsie....
Najwyraźniej udało się!!! :-)
Po miesięcznych wakacjach wróciłam do Marsa na Program Stażowy. Obecnie współpracuję z tym samym Managerem, z którym miałam przyjemność współpracować podczas Praktyk Letnich. Mój Projekt dotyczy implementacji programu Wellnessowego w części fabrycznej Firmy i naprawdę cieszę się widząc jak bardzo idea wellnessu ewoluuje i jak wiele już udało się zdziałać na tym polu.
Wciąż studiuję (Prawo i Psychologię), więc jeden dzień w tygodniu poświęcam na uczelnię a w międzyczasie planuję kolejne podróże, i pstrykam zdjęcia. Co będzie dalej – jeszcze nie wiem, z pewnością zależy to od tego, jak wysoko zostanie oceniona moja praca na stażu, ale na prawdę fajnie by było nadal rozwijać się w Marsie :-)
Iga Iwanek, Praktykantka 2008 Personnel&Organization
obecnie Wellness Programme Leader
Jednym słowem – naprawdę warto spróbowac swoich sił w Marsie!